Niewiarygodne jak obyczaje zelżały... Jak ludzie, między którymi coś się wydarzyło, teraz udają, że nic się nie stało... Czemu? Czy to naprawdę nic już nie znaczy?!
Przyganiał kocioł garnkowi... Sama zachowałam się tak samo. I w sobotę i potem. Teraz już nie wiem, jak się zachować. Czuję się jak naiwna 15-latka i... mam nadzieję.
To takie nieporadne, kiedy o tym myślę... Jestem w kropce i nie wiem, w którą stronę zrobić krok.
Czekanie jest straszne.
Czuję, że spieprzyłam, a jednocześnie nie wiem, czy cokolwiek tu w ogóle było do nie-spieprzenia...
I can't play games! Było nie grać...
Zadzwoni?!
środa, 19 października 2011
wtorek, 13 września 2011
...próba nowego wiersza...
pełnia w pełni
na niebie
wielki miętowy
mentos
nawet
powszechny
tramwaj jedzie przez
Pragę
jakby się bał
koniec
ko-nic
nic
nie ma
końca świata
to nic
nie czytaj przed
snem Wojaczka
to źle robi na duszę
krzesło
też ma depresję
ale je sklejono
to nic
na niebie
wielki miętowy
mentos
nawet
powszechny
tramwaj jedzie przez
Pragę
jakby się bał
koniec
ko-nic
nic
nie ma
końca świata
to nic
nie czytaj przed
snem Wojaczka
to źle robi na duszę
krzesło
też ma depresję
ale je sklejono
to nic
niedziela, 7 sierpnia 2011
...sen...
(jest sen
ale nie ma snów
są sny
wtedy się nie śpi)
ale nie ma snów
są sny
wtedy się nie śpi)
Sezon IV, Rafał Wojaczek
Słodki sen, majaki, uporczywe pragnienie, jak niespełnione marzenie z dzieciństwa...
Chcę śnić na jawie, odrzucone niegdyś dążenie wraca i domaga się zrealizowania.
Boję się. Boję się własnych myśli. Już sam pomysł realizacji napawa mnie lękiem, przeraża możliwością wykonania i odstrasza niechybną porażką. Przecież już kiedyś z niego zrezygnowałam, uznałam jego absurdalność. A teraz wróciło. Śni się, sni się, śni.
Chciałabym. Chciałabym się nie bać. Ale nie potrafię.
Z jednej strony mam wrażenie, że może to tak właśnie miało być, musiało odczekać, zostać odłożone w czasie... A za chwilę karcę się za naiwność, za zuchwałość tego pragnienia.
Istne wariactwo... Nie potrafię wypowiedzieć swoich myśli...
czwartek, 4 sierpnia 2011
...to be or not to be...
Decyzje. Wybory. Podejmowanie decyzji zawsze było dla mnie trudne, ale jak tu wybrać coś, z dwóch równie ważnych opcji? Pragnienia a powinności. Jak wybrać i nie żałować?
Smuteczek. Wszyscy pojechali. Pojechali beze mnie. Musiałam tak wybrać. Teraz wydaje mi się, że nie mogłam podjąć innej decyzji, że nie mogłam wybrać inaczej. Gdybym tak zrobiła, pewnie też bym żałowała...
Żałuję odrzuconej opcji, żałuję zmarnowanej szansy...
Przejdzie mi za 3 dni...
Smuteczek. Wszyscy pojechali. Pojechali beze mnie. Musiałam tak wybrać. Teraz wydaje mi się, że nie mogłam podjąć innej decyzji, że nie mogłam wybrać inaczej. Gdybym tak zrobiła, pewnie też bym żałowała...
Żałuję odrzuconej opcji, żałuję zmarnowanej szansy...
Przejdzie mi za 3 dni...
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
...antymateria...
Budzę się. Niewyspana budzę się do życia. Znów przemyślenia po nieprzespanej nocy... W zasadzie co nawet nie nocy, a wieczorze, którzy przedłużył się do rana. Może Oliveira (vide Gra w klasy Cortazara) ma rację, że trzeba przeczołgać się przez gówno, wytarzać w kupie, jak powtarzał za Heraklitem, żeby dość do światła, do szczęścia.
Buddyzm uczy, żeby odrzucić materializm. Nie przywiązywać się do rzeczy. Bo to tylko rzeczy. Ubrania, przedmioty codzinnego użytku. Ulubiony kubek. Tylko rzeczy. Rzeczy nie są ważne. Miska sałatkowa, kubek, krzesło, parę kieliszków, kij od mopa. Tylko rzeczy. Rzeczy przemijają.
Nie przywiązywać się do ludzi. Oni są jeszcze bardziej zmienni. Żyć chwilą, nie oglądać się za siebie, nie wybiegac myślami za daleko. Życie jest tu i teraz. Szkoda czasu na myślenie. Trzeba otworzyć się na ludzi. Nie oceniać. Nie zakładać. Żyć. Obudzić się i żyć.
Filozofia nie oczekuj niczego.
Anty-materializm. Antymaterializm? Antymateria.
Buddyzm uczy, żeby odrzucić materializm. Nie przywiązywać się do rzeczy. Bo to tylko rzeczy. Ubrania, przedmioty codzinnego użytku. Ulubiony kubek. Tylko rzeczy. Rzeczy nie są ważne. Miska sałatkowa, kubek, krzesło, parę kieliszków, kij od mopa. Tylko rzeczy. Rzeczy przemijają.
Nie przywiązywać się do ludzi. Oni są jeszcze bardziej zmienni. Żyć chwilą, nie oglądać się za siebie, nie wybiegac myślami za daleko. Życie jest tu i teraz. Szkoda czasu na myślenie. Trzeba otworzyć się na ludzi. Nie oceniać. Nie zakładać. Żyć. Obudzić się i żyć.
Filozofia nie oczekuj niczego.
Anty-materializm. Antymaterializm? Antymateria.
piątek, 22 lipca 2011
...:)
Czasem jedno wydarzenie, jeden uśmiech, jeden gest może poprawić humor na cały dzień...
Dzisiaj w tramwaju dostałam gazetę i uśmiech od skejta siedzącego na swojej deskorolce...! :)
Dzisiaj w tramwaju dostałam gazetę i uśmiech od skejta siedzącego na swojej deskorolce...! :)
wtorek, 19 lipca 2011
Lato
Lato jest kapryśne w tym roku. Lato jest kobietą. Raz pieści skórę ciepłem promieni słonecznych, raz smaga piorunami... I płacze... Często płacze. Lato jest niezrównoważoną kobietą. Skrzywdzoną?
Lato jest smutną długowłosą blondynką w jasnej zwiewnej sukience i skórzanych sandałach, która siedząc nad brzegiem Wisły wplata sobie we włosy zerwane kwiaty. Samotna...
* * *
A ja dopijam trzecią dzisiaj kawę i myślę o tym, że chętnie bym się z kimś umówiła...
Chcę obciąć włosy...
Lato jest smutną długowłosą blondynką w jasnej zwiewnej sukience i skórzanych sandałach, która siedząc nad brzegiem Wisły wplata sobie we włosy zerwane kwiaty. Samotna...
* * *
A ja dopijam trzecią dzisiaj kawę i myślę o tym, że chętnie bym się z kimś umówiła...
Chcę obciąć włosy...
wtorek, 12 lipca 2011
...07 zgłoś się!
Dziś miałam wyzwanie w pracy i chyba nieźle sobie poradziłam. Jestem z siebie dumna. Jest ok, wszystko się układa. Pomijając drobne kłopoty z systemem, praca mi odpowiada, choć nie powiem, żebym nie miała chwil zwątpienia... Mieszka mi się też super... Dostałam przystępny czas antenowy na audycję, do której wymyśliłam fajną koncepcję i naprawdę chce mi się ją prowadzić. Są też imprezy ;) Czuję przypływ energii. Wszystko jest ok, chociaż jakoś nie wyobrażałam sobie wakacji w wielkim mieście...
Jednak czegoś brakuje... Kogoś...
Jednak czegoś brakuje... Kogoś...
czwartek, 30 czerwca 2011
hoop cola
Zadziwiające jest, jak nasze samopoczucie i aktualne emocje przenoszą się na całe postrzeganie świata, dnia, rzeczywistości. Jak kac, po skądinąd miłym wieczorze, oddziałuje na moje myślenie... Muszę to odciąć.
Wieczór był miły aczkolwiek z niespodziankami... Nawet nie myślałam, że będę się tak dobrze bawić spędzając wieczór z mroczną młodzieżą, a było naprawdę fajnie... Ale to chyba jest kwestia podejścia właśnie... Natomiast ludzie naprawdę potrafią zaskakiwać... Teraz to już nic mnie chyba nie zdziwi... Niektórzy chłopcy chyba nigdy nie dorosną... Rozczarowanie.
Może padło wczoraj zbyt wiele słów, ale jakoś nie potrafiłam ukryć swojego rozgoryczenia.
Rozczarowanie... I tu nawet nie chodzi o niego, tylko o mnie... Jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć?!
Powoli pozbywam się swoich ograniczeń, jeśli chodzi o kontakty z ludźmi, i naprawdę zaczynają mi one sprawiać przyjemność.
Rozmowa. Tu nie ma miejsca na uprzedzenia. Otwieram się na ludzi i czuję się z tym świetnie. Hoop cola.
* * *
Przedwczoraj miałam dziwny sen. Śniło mi się, że jestem zakochana. W jakimś bardzo wysokim blondynie. Zakochana z wzajemnością i szczęśliwa. I to dziwne uczucie po przebudzeniu...
A najdziwniejsze jest to, że ja nigdy tak się nie czułam, tak jak w tym śnie. W jaki sposób moja podświadomość może antycypować takie stany?
I podobno ludzie ludziom spadają z nieba... Tylko ja jakoś chyba w to nie wierzę... Może to właśnie w tym jest problem...
P.S. Wiedzieliście, że o 4. rano jest już zupełnie jasno?! :)
Wieczór był miły aczkolwiek z niespodziankami... Nawet nie myślałam, że będę się tak dobrze bawić spędzając wieczór z mroczną młodzieżą, a było naprawdę fajnie... Ale to chyba jest kwestia podejścia właśnie... Natomiast ludzie naprawdę potrafią zaskakiwać... Teraz to już nic mnie chyba nie zdziwi... Niektórzy chłopcy chyba nigdy nie dorosną... Rozczarowanie.
Może padło wczoraj zbyt wiele słów, ale jakoś nie potrafiłam ukryć swojego rozgoryczenia.
Rozczarowanie... I tu nawet nie chodzi o niego, tylko o mnie... Jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć?!
Powoli pozbywam się swoich ograniczeń, jeśli chodzi o kontakty z ludźmi, i naprawdę zaczynają mi one sprawiać przyjemność.
Rozmowa. Tu nie ma miejsca na uprzedzenia. Otwieram się na ludzi i czuję się z tym świetnie. Hoop cola.
* * *
Przedwczoraj miałam dziwny sen. Śniło mi się, że jestem zakochana. W jakimś bardzo wysokim blondynie. Zakochana z wzajemnością i szczęśliwa. I to dziwne uczucie po przebudzeniu...
A najdziwniejsze jest to, że ja nigdy tak się nie czułam, tak jak w tym śnie. W jaki sposób moja podświadomość może antycypować takie stany?
I podobno ludzie ludziom spadają z nieba... Tylko ja jakoś chyba w to nie wierzę... Może to właśnie w tym jest problem...
P.S. Wiedzieliście, że o 4. rano jest już zupełnie jasno?! :)
niedziela, 26 czerwca 2011
...rock'n'roll!
Szaleństwo. Wakacje. Bawię się na całego, pomimo że wcale wakacji nie mam, bo pracuję.
3 dni w domu okazały się 3 wieczorami spędzonymi w ulubionym pubie, niby codziennie z tymi samymi, jednak codziennie też z innymi ludźmi.
Zmieniłam się. Czuję, że bardziej otwieram się na ludzi. Widzę, że oni też się zmienili albo po prostu wcześniej nie chciałam ich poznać, szufladkowałam, przyklejałam etykietki. Każde kolejne wypite piwo rozwiązywało języki, zbliżało. A każde wylane na dekolt piwo jak zawsze wabiło i splątywało języki... Wariactwo.
Wariactwo, ale czuję, że muszę się teraz wyszaleć, czuję, że dobrze mi z moim życiem, że bawię się, że jestem pewna siebie, że osiągam to, co zamierzyłam. Czuję, że jestem gotowa na nowe, że chcę próbować. I nie boję się krytyki, nie martwię się o to, co pomyślą inni... I sama nie oceniam.
Zmieniłam się.
3 dni w domu okazały się 3 wieczorami spędzonymi w ulubionym pubie, niby codziennie z tymi samymi, jednak codziennie też z innymi ludźmi.
Zmieniłam się. Czuję, że bardziej otwieram się na ludzi. Widzę, że oni też się zmienili albo po prostu wcześniej nie chciałam ich poznać, szufladkowałam, przyklejałam etykietki. Każde kolejne wypite piwo rozwiązywało języki, zbliżało. A każde wylane na dekolt piwo jak zawsze wabiło i splątywało języki... Wariactwo.
Wariactwo, ale czuję, że muszę się teraz wyszaleć, czuję, że dobrze mi z moim życiem, że bawię się, że jestem pewna siebie, że osiągam to, co zamierzyłam. Czuję, że jestem gotowa na nowe, że chcę próbować. I nie boję się krytyki, nie martwię się o to, co pomyślą inni... I sama nie oceniam.
Zmieniłam się.
środa, 18 maja 2011
...zmęczenie materiału...
Zmęczenie materiału. Zmęczeniem zmęczeniem.
Nabieram sił, czuję przypływ energii.
Jest tylko dobra pogoda i dobre dnie.
Wszystko mnie cieszy. Perspektywa pracy. Przeprowadzka. Nowe wyzwania i stare zajęcia.
Radio. Ostatnie dni na uczelni (nie licząc dojazdów). Spacery. Poi.
Muzyka na uszach. Czytanie.
Mam chęć na zmiany i chcę, żeby się działo. Jest dobrze.
Uśmiech się :)
Nabieram sił, czuję przypływ energii.
Jest tylko dobra pogoda i dobre dnie.
Wszystko mnie cieszy. Perspektywa pracy. Przeprowadzka. Nowe wyzwania i stare zajęcia.
Radio. Ostatnie dni na uczelni (nie licząc dojazdów). Spacery. Poi.
Muzyka na uszach. Czytanie.
Mam chęć na zmiany i chcę, żeby się działo. Jest dobrze.
Uśmiech się :)
wtorek, 10 maja 2011
...crazy...
Zajebisty łikend ze spontanicznym 24-godzinnym Wrocławiem...! :D
Szusowanie polskimi drogami czarnym czinkłaczento, śpiewając i tańcząc niczym podróżnicy w amerykańskich teledyskach. A za nami uno...
Świetlny miecz. Pikachu-j. I lilak o północy. I Fisz nad ranem.
Wrocław jest ciepły, słoneczny. Śliczne kamieniczki pochylają się nad przechodniami, łypiąc oknami. I krasnale. Krasnal, który schronił się przed słońcem w kapelusz i okulary. Woda chłodzi rozgrzane dłonie i zagłusza swym szumem odgłosy miasta. Majowy Wrocław.
* * *
I tak jak przewidywałam. Minęło i śmieję się z tego... ;)
Szusowanie polskimi drogami czarnym czinkłaczento, śpiewając i tańcząc niczym podróżnicy w amerykańskich teledyskach. A za nami uno...
Świetlny miecz. Pikachu-j. I lilak o północy. I Fisz nad ranem.
Wrocław jest ciepły, słoneczny. Śliczne kamieniczki pochylają się nad przechodniami, łypiąc oknami. I krasnale. Krasnal, który schronił się przed słońcem w kapelusz i okulary. Woda chłodzi rozgrzane dłonie i zagłusza swym szumem odgłosy miasta. Majowy Wrocław.
* * *
I tak jak przewidywałam. Minęło i śmieję się z tego... ;)
wtorek, 26 kwietnia 2011
Czas przecieka mi przez palce. Święta w domu. W zasadzie nie mam po co wracać i nie wiem, jak długo zostanę... Szukam pracy - od teraz - na wakacje albo na dłużej, tylko sama nie wiem do końca, co chciałabym robić... Przeglądam beznamiętnie ogłoszenia na gumtree i czasem wyślę nawet w odpowiedzi jakieś CV. Czekam. Czekam aż wymarzona (czyli jaka?) praca mi spadnie z nieba... I mieszkanie. I ułoży mi się życie...
Jak mam wziąć się w garść? Jak ustalić cele?
Wiem, że chcę pracować w fajnym zespole, nie chcę się nudzić w pracy, ale też nie jakoś nieziemsko męczyć, chcę zarabiać ponad 1500zł netto miesięcznie i mieć trochę wolnego czasu dla siebie.
Ooo... właśnie dostałam telefon w sprawie pracy i wracam jutro do Warszawy...
Jak mam wziąć się w garść? Jak ustalić cele?
Wiem, że chcę pracować w fajnym zespole, nie chcę się nudzić w pracy, ale też nie jakoś nieziemsko męczyć, chcę zarabiać ponad 1500zł netto miesięcznie i mieć trochę wolnego czasu dla siebie.
Ooo... właśnie dostałam telefon w sprawie pracy i wracam jutro do Warszawy...
niedziela, 10 kwietnia 2011
...I need to...
I need to fresh my mind... to move on, to take off...
Sama nie do końca wiem, co czuję... I przede wszystkim nie rozumiem. Ale uczuć chyba nie trzeba rozumieć? Tylko boję się, że znów popełniam błąd. Że lepiej zrobić coś i żałować, że się to zrobiło, niż nie zrobić i żałować, że się nie zrobiło... Wtedy przynajmniej mogłabym powiedzieć, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Ale chyba chcę się poddać, chcę odpuścić... Chcę? Bo nie rozumiem... To wszystko staje się takie niezrozumiałe, takie zagmatwane... Nie mam pojęcia skąd wynikają moje uczucia... tym bardziej, że wydaje mi się, że to wszystko i tak nie ma sensu żadnego... We have no sense, no sense...
Nie rozumiem. I boję się, że popełnię błąd. Że przegram. A przecież nie o wygrywanie tu chodzi...
* * *
jestem między uwierzyć
a zapomnieć
jak bohaterka
kiepskiego filmu
sama siebie podglądam
przez dziurkę od klucza
i kpię
nakręca mnie paradoks
rzeczywistości
malowany przez wyobraźnię
już późno
na ekranie kolorowe paski
pora wyłączyć odbiornik
czy to już koniec
transmisji?
(16.02.2008)
Wiersz napisany 3 lata temu, a mam wrażenie, że pasuje jak ulał...
Odnajduję się również w podmiocie lirycznym "Opowieści dla przyjaciela" Poświatowskiej. Żyję jej rozterkami, porównuję je do swoich. Wzruszam się i przeżywam, czuję się trochę Nią.
Dziś uświadomiłam sobie kolejną rzecz. W myślach oskarżałam ludzi, że nic nie robią... A ja co robię?! Nic. Czekam aż mi spadnie manna z nieba. Jak mam dostać coś, czego pragnę, jeśli sama o to nie zabiegam? Pora wziąć życie w swoje ręce.
Sama nie do końca wiem, co czuję... I przede wszystkim nie rozumiem. Ale uczuć chyba nie trzeba rozumieć? Tylko boję się, że znów popełniam błąd. Że lepiej zrobić coś i żałować, że się to zrobiło, niż nie zrobić i żałować, że się nie zrobiło... Wtedy przynajmniej mogłabym powiedzieć, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Ale chyba chcę się poddać, chcę odpuścić... Chcę? Bo nie rozumiem... To wszystko staje się takie niezrozumiałe, takie zagmatwane... Nie mam pojęcia skąd wynikają moje uczucia... tym bardziej, że wydaje mi się, że to wszystko i tak nie ma sensu żadnego... We have no sense, no sense...
Nie rozumiem. I boję się, że popełnię błąd. Że przegram. A przecież nie o wygrywanie tu chodzi...
* * *
jestem między uwierzyć
a zapomnieć
jak bohaterka
kiepskiego filmu
sama siebie podglądam
przez dziurkę od klucza
i kpię
nakręca mnie paradoks
rzeczywistości
malowany przez wyobraźnię
już późno
na ekranie kolorowe paski
pora wyłączyć odbiornik
czy to już koniec
transmisji?
(16.02.2008)
Wiersz napisany 3 lata temu, a mam wrażenie, że pasuje jak ulał...
Odnajduję się również w podmiocie lirycznym "Opowieści dla przyjaciela" Poświatowskiej. Żyję jej rozterkami, porównuję je do swoich. Wzruszam się i przeżywam, czuję się trochę Nią.
Dziś uświadomiłam sobie kolejną rzecz. W myślach oskarżałam ludzi, że nic nie robią... A ja co robię?! Nic. Czekam aż mi spadnie manna z nieba. Jak mam dostać coś, czego pragnę, jeśli sama o to nie zabiegam? Pora wziąć życie w swoje ręce.
wtorek, 5 kwietnia 2011
...dialogical self
Uświadomiłam sobie dziś, że jestem dla kogoś terapistą i pomagam uwewnętrznić tej osobie pozycję akceptującą... W ogóle chyba jestem pierwszą osobą, która w pełni ją akceptuję. Ale to nie było łatwe - musiałam do tego dojrzeć.
Swoją drogą, to przerażające, w jaki sposób ludzie się traktują... Jak rodzice traktują własne dzieci... Mówię to na podstawie Toksycznych rodziców Susan Forward oraz studiów przypadków chorych na zaburzenia odżywiania. Jak można być tak ślepym i tak ranić?! Ale z drugiej strony, czasem tak łatwo popełnia się błędy... Czasem czyjeś jedno złe słowo potrafi być piętnem na całe życie...
Będę bardziej uważna w kontaktach z ludźmi i bardziej wyrozumiała. Będę przepraszać za swoje błędy. Będę mówić ludziom miłe rzeczy.
Zmieniamy świat na lepsze.
Swoją drogą, to przerażające, w jaki sposób ludzie się traktują... Jak rodzice traktują własne dzieci... Mówię to na podstawie Toksycznych rodziców Susan Forward oraz studiów przypadków chorych na zaburzenia odżywiania. Jak można być tak ślepym i tak ranić?! Ale z drugiej strony, czasem tak łatwo popełnia się błędy... Czasem czyjeś jedno złe słowo potrafi być piętnem na całe życie...
Będę bardziej uważna w kontaktach z ludźmi i bardziej wyrozumiała. Będę przepraszać za swoje błędy. Będę mówić ludziom miłe rzeczy.
Zmieniamy świat na lepsze.
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Opowieść dla przyjaciela
"Będę mówić, przyjacielu. Najchętniej milczałabym, ale milczenie nie jest żadnym rozwiązaniem, milczenie nie wyjaśnia nic. A ja usiłuję wciąż na nowo wyjaśnić sobie i tobie, że to, co uczyniłam, nie było zdradą. Nawet wtedy, gdy zapragnęłam umrzeć, nie popełniłam zdrady i nie zawiodłam twojej wiary we mnie. I dlatego, przyjacielu, przeciw twojemu milczeniu będę się bronić słowami.
Chcę ci przypomnieć siebie taką, jaką byłam poprzez te wszystkie lata, które mijały nam wspólnie, dni - podczas których nasze myśli płynęły równolegle świadome swej bliskości; wystarczyło napisać list, wyciągnąć rękę, żeby napotkać twoje słowa, twój przyjazny gest."
— Halina Poświatowska
Chcę ci przypomnieć siebie taką, jaką byłam poprzez te wszystkie lata, które mijały nam wspólnie, dni - podczas których nasze myśli płynęły równolegle świadome swej bliskości; wystarczyło napisać list, wyciągnąć rękę, żeby napotkać twoje słowa, twój przyjazny gest."
— Halina Poświatowska
czwartek, 31 marca 2011
muzykoterapia
Myśli o Tobie zamykam w głowie
w bańki silikonowe
z silikonu,
który rodzą rozczarowane drzewa o-wo-co-we
Ściągam je pod wodę ciemną,
ciemniejszą nawet od wstydu
Tam, gdzie żyją tylko Potwory
o kształtach nieobliczalnych
Przywiązuję bańki pełne myśli o Tobie
Potworom do... ogonów
Tam, gdzie pamięć jest niemożliwa zostawiam Cię
Opuszczę Cię, zostawię tam, gdzie nie sięga pamięć
Stoi bezradnie, nieruchoma, jak przestraszona ryba
Za lekka, za lekka żeby osiąść na dnie
Oddam Cię tam, gdzie nie sięga pamięć
Muzykoterapia - Bańki
w bańki silikonowe
z silikonu,
który rodzą rozczarowane drzewa o-wo-co-we
Ściągam je pod wodę ciemną,
ciemniejszą nawet od wstydu
Tam, gdzie żyją tylko Potwory
o kształtach nieobliczalnych
Przywiązuję bańki pełne myśli o Tobie
Potworom do... ogonów
Tam, gdzie pamięć jest niemożliwa zostawiam Cię
Opuszczę Cię, zostawię tam, gdzie nie sięga pamięć
Stoi bezradnie, nieruchoma, jak przestraszona ryba
Za lekka, za lekka żeby osiąść na dnie
Oddam Cię tam, gdzie nie sięga pamięć
Muzykoterapia - Bańki
poniedziałek, 28 marca 2011
...
Cisza przyjacielu, rozdziela bardziej niż przestrzeń. Cisza przyjacielu nie przynosi słów, cisza zabija nawet myśli. - Halina Poświatowska.
Ale jeśli nie akceptujesz mnie takiej, jaką jestem, to chyba rzeczywiście nie ma sensu...
Ale jeśli nie akceptujesz mnie takiej, jaką jestem, to chyba rzeczywiście nie ma sensu...
środa, 23 marca 2011
Bieszczady czyli próba wiersza
zafiksowałam się
niewymownie
serce zostawiłam
na lodówce
chcę zagryzać
do piwa
twoje dzikie usta
wezmę każdy cal
szaleństwa
tylko proszę
nie uciekaj
w bies-z-czad-y
niewymownie
serce zostawiłam
na lodówce
chcę zagryzać
do piwa
twoje dzikie usta
wezmę każdy cal
szaleństwa
tylko proszę
nie uciekaj
w bies-z-czad-y
...wiosna
Na ulicę i - co za tym idzie - również do autobusów wylęgły wózki, dzieci i psy... To może znaczyć tylko jedno: WIOSNA! Słońce radośnie opromienia twarz i aż chce się uśmiechać... Nawet mimo tego, że gardło jeszcze chrypi i alergicznie zaczynają szczypać oczy.
Wszystko się budzi i ja chcę się obudzić na lepsze. Mam ochotę się zmienić, a najlepiej zacząć... od włosów! ;)
Chciałabym mieć na wszystko wyjebane, chciałabym móc się zupełnie nie przejmować tym, co myślą o mnie inni, ale nie potrafię. To podświadome. Dopóki sama nie zaakceptuję siebie w pełni, dopóki sama siebie nie pokocham, nie mogę wymagać, aby uczynił to ktoś inny... Na szczęście czuję, że jestem już blisko, że jestem tuż-tuż. Bez udawania - w końcu fajna ze mnie kobita, no nie? :P
Wszystko się budzi i ja chcę się obudzić na lepsze. Mam ochotę się zmienić, a najlepiej zacząć... od włosów! ;)
Chciałabym mieć na wszystko wyjebane, chciałabym móc się zupełnie nie przejmować tym, co myślą o mnie inni, ale nie potrafię. To podświadome. Dopóki sama nie zaakceptuję siebie w pełni, dopóki sama siebie nie pokocham, nie mogę wymagać, aby uczynił to ktoś inny... Na szczęście czuję, że jestem już blisko, że jestem tuż-tuż. Bez udawania - w końcu fajna ze mnie kobita, no nie? :P
poniedziałek, 21 marca 2011
...zapomnij, zapomnij, zapomnij...
Chrypię. Ale czuję się już lepiej.
I powtarzam sobie za Fiszem: zapomnij, zapomnij, zapomnij, ZAPOMNIJ...
Wiem, za miesiąc-dwa będę się z tego śmiała. Tymczasem nie mogę patrzeć na tę małą ikonkę i nie chcę pamiętać. Czy robiłam sobie nadzieje...? Może trochę... Czy to nie zawsze tak jest...?
Najgorsza jest niepewność... Gdybym tylko wiedziała na pewno, że mam sobie odpuścić... byłoby łatwiej.
Ale z drugiej strony, czy można wszystko mówić wprost? Tak jest zbyt prosto i nieciekawie. Zero emocji. Przecież jest ryzyko - jest zabawa. Chociaż ja się wcale dobrze nie bawię...
Z drugiej strony w zasadzie tej samej beczki: czuję się przekreślona. Przykrość i smutek. Nie, nie będę naciskać, nie będę walczyć. Przecież sama chciałam z tego zrezygnować. Ty podobno nie chciałeś. Czekam... Zintegruj mnie sobie na nowo, proszę...
Dlaczego nie potrafię się już tak zachwycić drugim człowiekiem? Kiedy ja ostatni raz byłam zakochana? Dawno... Byłam zakochana i nie chciałam walczyć... Czy nie spotykam już fascynujących ludzi, czy po prostu ja sama nie potrafię dostrzec w nich tej pasji?! Zamknęłam się?
Dlaczego jeśli ktoś mnie pociąga, to na dłuższą metę okazuje się nieprzystosowany, okazuje się nie wart tego zainteresowania...?
Dlaczego jeśli komuś ufam i wiem, że mogłabym przegadać z nim całe życie, uważam, że mnie rozwija i ubogaca... dlaczego uważam, że jest nudny? Że do mnie nie pasuje, że szukam czegoś innego?! Skąd jest ten rozłam, ta schizma?
Pogubiłam się.
I know the pieces fit...
I powtarzam sobie za Fiszem: zapomnij, zapomnij, zapomnij, ZAPOMNIJ...
Wiem, za miesiąc-dwa będę się z tego śmiała. Tymczasem nie mogę patrzeć na tę małą ikonkę i nie chcę pamiętać. Czy robiłam sobie nadzieje...? Może trochę... Czy to nie zawsze tak jest...?
Najgorsza jest niepewność... Gdybym tylko wiedziała na pewno, że mam sobie odpuścić... byłoby łatwiej.
Ale z drugiej strony, czy można wszystko mówić wprost? Tak jest zbyt prosto i nieciekawie. Zero emocji. Przecież jest ryzyko - jest zabawa. Chociaż ja się wcale dobrze nie bawię...
Z drugiej strony w zasadzie tej samej beczki: czuję się przekreślona. Przykrość i smutek. Nie, nie będę naciskać, nie będę walczyć. Przecież sama chciałam z tego zrezygnować. Ty podobno nie chciałeś. Czekam... Zintegruj mnie sobie na nowo, proszę...
Dlaczego nie potrafię się już tak zachwycić drugim człowiekiem? Kiedy ja ostatni raz byłam zakochana? Dawno... Byłam zakochana i nie chciałam walczyć... Czy nie spotykam już fascynujących ludzi, czy po prostu ja sama nie potrafię dostrzec w nich tej pasji?! Zamknęłam się?
Dlaczego jeśli ktoś mnie pociąga, to na dłuższą metę okazuje się nieprzystosowany, okazuje się nie wart tego zainteresowania...?
Dlaczego jeśli komuś ufam i wiem, że mogłabym przegadać z nim całe życie, uważam, że mnie rozwija i ubogaca... dlaczego uważam, że jest nudny? Że do mnie nie pasuje, że szukam czegoś innego?! Skąd jest ten rozłam, ta schizma?
Pogubiłam się.
I know the pieces fit...
sobota, 19 marca 2011
słabość i chorość
I po imprezie.
Bilans dnia: (jednak) 3 zespoły, 2 torty, 1 spalony piec, 1 interwencja pogotowia, 1 stracony głos... i dużo, dużo gości. A nerwów jeszcze więcej. Wiedziałam, że zdarzy się coś złego, przeczuwałam w kościach, że będą problemy... Po tym, jak jednak Tomek przybył na koncert, na początku pierwszego występu spalił się piec basowy. Żeby tego było mało podczas drugiego koncertu jakaś kobieta się przewróciła i uderzyła głową w posadzkę - wezwano karetkę. Na zapleczu już zapalano świeczki na torcie, a my cuciliśmy pijaną... Po tym wydarzeniu antycypowałam już tylko rychły koniec świata... Teraz trochę żałuję, że nie nadszedł... Za to zanim zachrypłam i częściowo straciłam głos, oczywiście musiałam powiedzieć za dużo. Sic, okazałam słabość. Teraz tak to chyba odbieram, ale nie umiem żyć w niepewności... Wolałabym wiedzieć. Tymczasem nie okazało się kompletnie nic...
Słabość. Słabość to dobre słowo. Czuję słabość... I lubię kiedy swoim zachrypniętym głosem mówisz do mnie "Ania"... Wymowne?
Chorość. Choroba sprawia, że czuję się bezsilna. Dosłownie. Fizycznie i psychicznie. Niemożność wydobycia z siebie głosu jest przejmująca i chwilami prowadzi do rozpaczy...
Zaopiekuj się mną...
Bilans dnia: (jednak) 3 zespoły, 2 torty, 1 spalony piec, 1 interwencja pogotowia, 1 stracony głos... i dużo, dużo gości. A nerwów jeszcze więcej. Wiedziałam, że zdarzy się coś złego, przeczuwałam w kościach, że będą problemy... Po tym, jak jednak Tomek przybył na koncert, na początku pierwszego występu spalił się piec basowy. Żeby tego było mało podczas drugiego koncertu jakaś kobieta się przewróciła i uderzyła głową w posadzkę - wezwano karetkę. Na zapleczu już zapalano świeczki na torcie, a my cuciliśmy pijaną... Po tym wydarzeniu antycypowałam już tylko rychły koniec świata... Teraz trochę żałuję, że nie nadszedł... Za to zanim zachrypłam i częściowo straciłam głos, oczywiście musiałam powiedzieć za dużo. Sic, okazałam słabość. Teraz tak to chyba odbieram, ale nie umiem żyć w niepewności... Wolałabym wiedzieć. Tymczasem nie okazało się kompletnie nic...
Słabość. Słabość to dobre słowo. Czuję słabość... I lubię kiedy swoim zachrypniętym głosem mówisz do mnie "Ania"... Wymowne?
Chorość. Choroba sprawia, że czuję się bezsilna. Dosłownie. Fizycznie i psychicznie. Niemożność wydobycia z siebie głosu jest przejmująca i chwilami prowadzi do rozpaczy...
Zaopiekuj się mną...
czwartek, 17 marca 2011
chora. / whore?
Jutro wielki dzień. Dzień, na który czekałam, który szykowałam od miesiąca. Wymarzone urodziny. Impreza w klubie, 3 koncerty + afterparty. Na fejsie zapowiedziało się jakieś 120-130 osób. Łał.
Nerwy powoli opadają... Oby tylko wszystko jutro poszło dobrze. Czekam na telefon, że chłopaki przewieźli sprzęt. Czekam aż niepokój minie.
Jakoś przełykam zieloną herbatę - czarna podobno wysusza gardło - chociaż czuję jeszcze lekkie drapanie. Dopadł mnie jakiś wirus z tego wszystkiego... Siedzę w domu, wypoczywam. Dużo imprez, dużo stresu. Oby tylko wszystko jutro poszło dobrze.
Przykro mi, że Ktoś, kogo znam tyle lat przez jeden głupi fakt sobie mnie zdezintegrował i nie potrafi spojrzeć na mnie tak, jak wcześniej. Pytanie, jak patrzył wcześniej, skoro tak nieznacząca rzecz zburzyła cały przez tyle lat budowany obraz. Czy to jest moja wina? Bullshit. Nie zrobiłam nic wbrew sobie. Ba, równie dobrze zrobiłabym to jeszcze raz... Tylko już bym nic nikomu nie powiedziała. Jestem zbyt szczera. I zbyt bezpośrednia. Staram się trzymać swoje emocje na wodzy, staram się nie popłynąć... Jest dobrze.
Nie, ja się nie obwiniam. Ja się właśnie nie obwiniam. Tylko jest mi przykro. Ale już wtedy postanowiłam, że jeśli trzeba, to przeboleję tę stratę. Żegnaj, Przyjacielu.
Oby tylko jutro wszystko poszło dobrze...
Nerwy powoli opadają... Oby tylko wszystko jutro poszło dobrze. Czekam na telefon, że chłopaki przewieźli sprzęt. Czekam aż niepokój minie.
Jakoś przełykam zieloną herbatę - czarna podobno wysusza gardło - chociaż czuję jeszcze lekkie drapanie. Dopadł mnie jakiś wirus z tego wszystkiego... Siedzę w domu, wypoczywam. Dużo imprez, dużo stresu. Oby tylko wszystko jutro poszło dobrze.
Przykro mi, że Ktoś, kogo znam tyle lat przez jeden głupi fakt sobie mnie zdezintegrował i nie potrafi spojrzeć na mnie tak, jak wcześniej. Pytanie, jak patrzył wcześniej, skoro tak nieznacząca rzecz zburzyła cały przez tyle lat budowany obraz. Czy to jest moja wina? Bullshit. Nie zrobiłam nic wbrew sobie. Ba, równie dobrze zrobiłabym to jeszcze raz... Tylko już bym nic nikomu nie powiedziała. Jestem zbyt szczera. I zbyt bezpośrednia. Staram się trzymać swoje emocje na wodzy, staram się nie popłynąć... Jest dobrze.
Nie, ja się nie obwiniam. Ja się właśnie nie obwiniam. Tylko jest mi przykro. Ale już wtedy postanowiłam, że jeśli trzeba, to przeboleję tę stratę. Żegnaj, Przyjacielu.
Oby tylko jutro wszystko poszło dobrze...
niedziela, 13 marca 2011
Kwaśne winogrona.
Tak, kwaśne winogrona. I nie potrzeba mi nawet słodkich cytryn... Zakazany owoc okazał się niezdatnym do spożycia. To było krótkie zauroczenie...
Od 23 godzin jestem na nogach. Po audycji i dwóch imprezach. To była długa sobota... Chyba za długa. Ale ta impreza po prostu musiała się odbyć. Impreza-nie-wiadomo-gdzie. Impreza dorosłych niedojrzałych chłopców. Działo się. Bieszczady i siniaki. Filozofia "nie oczekuj niczego". Remember me lover. Zapamiętam na pewno. Wystarczy chwila żeby przejrzeć na oczy. I nawet dwie butelki radzieckiego szampana nie pomogły... Może wyglądam na głupią, ale nie jestem naiwna... Cóż, ludzie są tylko ludźmi... Rozczarowanie.
Nad ranem bezczelność ludzi zaczyna nie mieć granic, nad ranem zabawa jest okrutna.
Chyba rock'n'roll umarł. We mnie. Na pewno. Na jakiś czas...?
Nie rozumiem... TO nie jest moje życie. A jakie jest?
Od 23 godzin jestem na nogach. Po audycji i dwóch imprezach. To była długa sobota... Chyba za długa. Ale ta impreza po prostu musiała się odbyć. Impreza-nie-wiadomo-gdzie. Impreza dorosłych niedojrzałych chłopców. Działo się. Bieszczady i siniaki. Filozofia "nie oczekuj niczego". Remember me lover. Zapamiętam na pewno. Wystarczy chwila żeby przejrzeć na oczy. I nawet dwie butelki radzieckiego szampana nie pomogły... Może wyglądam na głupią, ale nie jestem naiwna... Cóż, ludzie są tylko ludźmi... Rozczarowanie.
Nad ranem bezczelność ludzi zaczyna nie mieć granic, nad ranem zabawa jest okrutna.
Chyba rock'n'roll umarł. We mnie. Na pewno. Na jakiś czas...?
Nie rozumiem... TO nie jest moje życie. A jakie jest?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)