Jutro wielki dzień. Dzień, na który czekałam, który szykowałam od miesiąca. Wymarzone urodziny. Impreza w klubie, 3 koncerty + afterparty. Na fejsie zapowiedziało się jakieś 120-130 osób. Łał.
Nerwy powoli opadają... Oby tylko wszystko jutro poszło dobrze. Czekam na telefon, że chłopaki przewieźli sprzęt. Czekam aż niepokój minie.
Jakoś przełykam zieloną herbatę - czarna podobno wysusza gardło - chociaż czuję jeszcze lekkie drapanie. Dopadł mnie jakiś wirus z tego wszystkiego... Siedzę w domu, wypoczywam. Dużo imprez, dużo stresu. Oby tylko wszystko jutro poszło dobrze.
Przykro mi, że Ktoś, kogo znam tyle lat przez jeden głupi fakt sobie mnie zdezintegrował i nie potrafi spojrzeć na mnie tak, jak wcześniej. Pytanie, jak patrzył wcześniej, skoro tak nieznacząca rzecz zburzyła cały przez tyle lat budowany obraz. Czy to jest moja wina? Bullshit. Nie zrobiłam nic wbrew sobie. Ba, równie dobrze zrobiłabym to jeszcze raz... Tylko już bym nic nikomu nie powiedziała. Jestem zbyt szczera. I zbyt bezpośrednia. Staram się trzymać swoje emocje na wodzy, staram się nie popłynąć... Jest dobrze.
Nie, ja się nie obwiniam. Ja się właśnie nie obwiniam. Tylko jest mi przykro. Ale już wtedy postanowiłam, że jeśli trzeba, to przeboleję tę stratę. Żegnaj, Przyjacielu.
Oby tylko jutro wszystko poszło dobrze...
czekam na relacje, mam nadzieję, że wszystko się udało :)
OdpowiedzUsuń