poniedziałek, 1 sierpnia 2011

...antymateria...

Budzę się. Niewyspana budzę się do życia. Znów przemyślenia po nieprzespanej nocy... W zasadzie co nawet nie nocy, a wieczorze, którzy przedłużył się do rana. Może Oliveira (vide Gra w klasy Cortazara) ma rację, że trzeba przeczołgać się przez gówno, wytarzać w kupie, jak powtarzał za Heraklitem, żeby dość do światła, do szczęścia.

Buddyzm uczy, żeby odrzucić materializm. Nie przywiązywać się do rzeczy. Bo to tylko rzeczy. Ubrania, przedmioty codzinnego użytku. Ulubiony kubek. Tylko rzeczy. Rzeczy nie są ważne. Miska sałatkowa, kubek, krzesło, parę kieliszków, kij od mopa. Tylko rzeczy. Rzeczy przemijają.
Nie przywiązywać się do ludzi. Oni są jeszcze bardziej zmienni. Żyć chwilą, nie oglądać się za siebie, nie wybiegac myślami za daleko. Życie jest tu i teraz. Szkoda czasu na myślenie. Trzeba otworzyć się na ludzi. Nie oceniać. Nie zakładać. Żyć. Obudzić się i żyć.
Filozofia nie oczekuj niczego.
Anty-materializm. Antymaterializm? Antymateria.

1 komentarz:

  1. Ja bym powiedziała raczej: "Oczekuj najlepszego - przygotuj się na najgorsze" ;)

    A myślenie to fajna sprawa, a na fajne rzeczy czasu żałować nie trzeba :)

    Co do przemijalności tak już jest, że jedyną stałą we wszechświecie jest zmienność :D

    ALOHA

    OdpowiedzUsuń