czwartek, 31 marca 2011

muzykoterapia

Myśli o Tobie zamykam w głowie 
w bańki silikonowe
z silikonu,
który rodzą rozczarowane drzewa o-wo-co-we

Ściągam je pod wodę ciemną,
ciemniejszą nawet od wstydu
Tam, gdzie żyją tylko Potwory
o kształtach nieobliczalnych

Przywiązuję bańki pełne myśli o Tobie
Potworom do... ogonów
Tam, gdzie pamięć jest niemożliwa zostawiam Cię

Opuszczę Cię, zostawię tam, gdzie nie sięga pamięć
Stoi bezradnie, nieruchoma, jak przestraszona ryba 
Za lekka, za lekka żeby osiąść na dnie
Oddam Cię tam, gdzie nie sięga pamięć

Muzykoterapia - Bańki 

poniedziałek, 28 marca 2011

...

Cisza przyjacielu, rozdziela bardziej niż przestrzeń. Cisza przyjacielu nie przynosi słów, cisza zabija nawet myśli. - Halina Poświatowska.

Ale jeśli nie akceptujesz mnie takiej, jaką jestem, to chyba rzeczywiście nie ma sensu...

środa, 23 marca 2011

Bieszczady czyli próba wiersza

zafiksowałam się
niewymownie
 serce zostawiłam
na lodówce



chcę zagryzać
do piwa
twoje dzikie usta 


wezmę każdy cal
szaleństwa 
 tylko proszę
nie uciekaj
w bies-z-czad-y

...wiosna

Na ulicę i - co za tym idzie - również do autobusów wylęgły wózki, dzieci i psy... To może znaczyć tylko jedno: WIOSNA! Słońce radośnie opromienia twarz i aż chce się uśmiechać... Nawet mimo tego, że gardło jeszcze chrypi i alergicznie zaczynają szczypać oczy.
Wszystko się budzi i ja chcę się obudzić na lepsze. Mam ochotę się zmienić, a najlepiej zacząć... od włosów! ;)

Chciałabym mieć na wszystko wyjebane, chciałabym móc się zupełnie nie przejmować tym, co myślą o mnie inni, ale nie potrafię. To podświadome. Dopóki sama nie zaakceptuję siebie w pełni, dopóki sama siebie nie pokocham, nie mogę wymagać, aby uczynił to ktoś inny... Na szczęście czuję, że jestem już blisko, że jestem tuż-tuż. Bez udawania - w końcu fajna ze mnie kobita, no nie? :P

poniedziałek, 21 marca 2011

...zapomnij, zapomnij, zapomnij...

Chrypię. Ale czuję się już lepiej.
I powtarzam sobie za Fiszem: zapomnij, zapomnij, zapomnij, ZAPOMNIJ...
Wiem, za miesiąc-dwa będę się z tego śmiała. Tymczasem nie mogę patrzeć na tę małą ikonkę i nie chcę pamiętać. Czy robiłam sobie nadzieje...? Może trochę... Czy to nie zawsze tak jest...?
Najgorsza jest niepewność... Gdybym tylko wiedziała na pewno, że mam sobie odpuścić... byłoby łatwiej.
Ale z drugiej strony, czy można wszystko mówić wprost? Tak jest zbyt prosto i nieciekawie. Zero emocji. Przecież jest ryzyko - jest zabawa. Chociaż ja się wcale dobrze nie bawię...

Z drugiej strony w zasadzie tej samej beczki: czuję się przekreślona. Przykrość i smutek. Nie, nie będę naciskać, nie będę walczyć. Przecież sama chciałam z tego zrezygnować. Ty podobno nie chciałeś. Czekam... Zintegruj mnie sobie na nowo, proszę...

Dlaczego nie potrafię się już tak zachwycić drugim człowiekiem? Kiedy ja ostatni raz byłam zakochana? Dawno... Byłam zakochana i nie chciałam walczyć... Czy nie spotykam już fascynujących ludzi, czy po prostu ja sama nie potrafię dostrzec w nich tej pasji?! Zamknęłam się?
Dlaczego jeśli ktoś mnie pociąga, to na dłuższą metę okazuje się nieprzystosowany, okazuje się nie wart tego zainteresowania...?
Dlaczego jeśli komuś ufam i wiem, że mogłabym przegadać z nim całe życie, uważam, że mnie rozwija i ubogaca... dlaczego uważam, że jest nudny? Że do mnie nie pasuje, że szukam czegoś innego?! Skąd jest ten rozłam, ta schizma?  
Pogubiłam się.
I know the pieces fit...

sobota, 19 marca 2011

słabość i chorość

I po imprezie.
Bilans dnia: (jednak) 3 zespoły, 2 torty, 1 spalony piec, 1 interwencja pogotowia, 1 stracony głos... i dużo, dużo gości. A nerwów jeszcze więcej. Wiedziałam, że zdarzy się coś złego, przeczuwałam w kościach, że będą problemy... Po tym, jak jednak Tomek przybył na koncert, na początku pierwszego występu spalił się piec basowy. Żeby tego było mało podczas drugiego koncertu jakaś kobieta się przewróciła i uderzyła głową w posadzkę - wezwano karetkę. Na zapleczu już zapalano świeczki na torcie, a my cuciliśmy pijaną... Po tym wydarzeniu antycypowałam już tylko rychły koniec świata... Teraz trochę żałuję, że nie nadszedł... Za to zanim zachrypłam i częściowo straciłam głos, oczywiście musiałam powiedzieć za dużo. Sic, okazałam słabość. Teraz tak to chyba odbieram, ale nie umiem żyć w niepewności... Wolałabym wiedzieć. Tymczasem nie okazało się kompletnie nic...
Słabość. Słabość to dobre słowo. Czuję słabość... I lubię kiedy swoim zachrypniętym głosem mówisz do mnie "Ania"... Wymowne?

Chorość. Choroba sprawia, że czuję się bezsilna. Dosłownie. Fizycznie i psychicznie. Niemożność wydobycia z siebie głosu jest przejmująca i chwilami prowadzi do rozpaczy...
Zaopiekuj się mną...

czwartek, 17 marca 2011

chora. / whore?

Jutro wielki dzień. Dzień, na który czekałam, który szykowałam od miesiąca. Wymarzone urodziny. Impreza w klubie, 3 koncerty + afterparty. Na fejsie zapowiedziało się jakieś 120-130 osób. Łał.
Nerwy powoli opadają... Oby tylko wszystko jutro poszło dobrze. Czekam na telefon, że chłopaki przewieźli sprzęt. Czekam aż niepokój minie.
Jakoś przełykam zieloną herbatę - czarna podobno wysusza gardło - chociaż czuję jeszcze lekkie drapanie. Dopadł mnie jakiś wirus z tego wszystkiego... Siedzę w domu, wypoczywam. Dużo imprez, dużo stresu. Oby tylko wszystko jutro poszło dobrze.

Przykro mi, że Ktoś, kogo znam tyle lat przez jeden głupi fakt sobie mnie zdezintegrował i nie potrafi spojrzeć na mnie tak, jak wcześniej. Pytanie, jak patrzył wcześniej, skoro tak nieznacząca rzecz zburzyła cały przez tyle lat budowany obraz. Czy to jest moja wina? Bullshit. Nie zrobiłam nic wbrew sobie. Ba, równie dobrze zrobiłabym to jeszcze raz... Tylko już bym nic nikomu nie powiedziała. Jestem zbyt szczera. I zbyt bezpośrednia. Staram się trzymać swoje emocje na wodzy, staram się nie popłynąć... Jest dobrze.
Nie, ja się nie obwiniam. Ja się właśnie nie obwiniam. Tylko jest mi przykro. Ale już wtedy postanowiłam, że jeśli trzeba, to przeboleję tę stratę. Żegnaj, Przyjacielu.

Oby tylko jutro wszystko poszło dobrze...

niedziela, 13 marca 2011

Kwaśne winogrona.

Tak, kwaśne winogrona. I nie potrzeba mi nawet słodkich cytryn... Zakazany owoc okazał się niezdatnym do spożycia. To było krótkie zauroczenie...
Od 23 godzin jestem na nogach. Po audycji i dwóch imprezach. To była długa sobota... Chyba za długa. Ale ta impreza po prostu musiała się odbyć. Impreza-nie-wiadomo-gdzie. Impreza dorosłych niedojrzałych chłopców. Działo się. Bieszczady i siniaki. Filozofia "nie oczekuj niczego". Remember me lover. Zapamiętam na pewno. Wystarczy chwila żeby przejrzeć na oczy. I nawet dwie butelki radzieckiego szampana nie pomogły... Może wyglądam na głupią, ale nie jestem naiwna... Cóż, ludzie są tylko ludźmi... Rozczarowanie.
Nad ranem bezczelność ludzi zaczyna nie mieć granic, nad ranem zabawa jest okrutna.

Chyba rock'n'roll umarł. We mnie. Na pewno. Na jakiś czas...?
Nie rozumiem... TO nie jest moje życie. A jakie jest?