czwartek, 30 czerwca 2011

hoop cola

Zadziwiające jest, jak nasze samopoczucie i aktualne emocje przenoszą się na całe postrzeganie świata, dnia, rzeczywistości. Jak kac, po skądinąd miłym wieczorze, oddziałuje na moje myślenie... Muszę to odciąć.
Wieczór był miły aczkolwiek z niespodziankami... Nawet nie myślałam, że będę się tak dobrze bawić spędzając wieczór z mroczną młodzieżą, a było naprawdę fajnie... Ale to chyba jest kwestia podejścia właśnie... Natomiast ludzie naprawdę potrafią zaskakiwać... Teraz to już nic mnie chyba nie zdziwi... Niektórzy chłopcy chyba nigdy nie dorosną... Rozczarowanie.
Może padło wczoraj zbyt wiele słów, ale jakoś nie potrafiłam ukryć swojego rozgoryczenia.
Rozczarowanie... I tu nawet nie chodzi o niego, tylko o mnie... Jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć?!

Powoli pozbywam się swoich ograniczeń, jeśli chodzi o kontakty z ludźmi, i naprawdę zaczynają mi one sprawiać przyjemność.
Rozmowa. Tu nie ma miejsca na uprzedzenia. Otwieram się na ludzi i czuję się z tym świetnie. Hoop cola.

*  *  *
Przedwczoraj miałam dziwny sen. Śniło mi się, że jestem zakochana. W jakimś bardzo wysokim blondynie. Zakochana z wzajemnością i szczęśliwa. I to dziwne uczucie po przebudzeniu...
A najdziwniejsze jest to, że ja nigdy tak się nie czułam, tak jak w tym śnie. W jaki sposób moja podświadomość może antycypować takie stany?

I podobno ludzie ludziom spadają z nieba... Tylko ja jakoś chyba w to nie wierzę... Może to właśnie w tym jest problem...

P.S. Wiedzieliście, że o 4. rano jest już zupełnie jasno?! :)

niedziela, 26 czerwca 2011

...rock'n'roll!

Szaleństwo. Wakacje. Bawię się na całego, pomimo że wcale wakacji nie mam, bo pracuję.
3 dni w domu okazały się 3 wieczorami spędzonymi w ulubionym pubie, niby codziennie z tymi samymi, jednak codziennie też z innymi ludźmi.
Zmieniłam się. Czuję, że bardziej otwieram się na ludzi. Widzę, że oni też się zmienili albo po prostu wcześniej nie chciałam ich poznać, szufladkowałam, przyklejałam etykietki. Każde kolejne wypite piwo rozwiązywało języki, zbliżało. A każde wylane na dekolt piwo jak zawsze wabiło i splątywało języki... Wariactwo.

Wariactwo, ale czuję, że muszę się teraz wyszaleć, czuję, że dobrze mi z moim życiem, że bawię się, że jestem pewna siebie, że osiągam to, co zamierzyłam. Czuję, że jestem gotowa na nowe, że chcę próbować. I nie boję się krytyki, nie martwię się o to, co pomyślą inni... I sama nie oceniam.
Zmieniłam się.