Patrzę i oczom nie wierzę. To zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Zaciskam mocno powieki, boję się otworzyć oczy. Boję się, że to wszystko pryśnie jak bańka mydlana, że zniknie nim zdążę uwierzyć. Dystans. Trzymaj dystans. Nie daj się ponieść.
Ale nagle coś zaczyna pękać... Pojawia się mały przebłysk nadziei. Chciałabym wierzyć. Chciałabym odpłynąć. Chciałabym dać się ponieść.
Kiedy jest ten bezpieczny moment? Kiedy minie strach i nie będę bała się odsłonić kart?
A może to wszystko to tylko iluzja?