piątek, 4 października 2013

...znikam

*   *   *

Nie oczekuj ode mnie zbyt wiele
gdy leżymy tak ciało przy ciele

Pod słów Twoich dotykiem
czerwienię się i znikam



K.


K. poznałam pewnego letniego wieczoru na koncercie moich znajomych w samym centrum Warszawy. Był niesamowicie intrygującą osobą. Sam w obcym mieście kilkaset kilometrów od domu, a czuł się jak ryba w wodzie, brylował w towarzystwie kompletnie obcych ludzi. I nawijał, jakby był na haju. Zawzięcie dyskutował z moim przyjacielem o filozofii, polityce i muzyce, odpalając papierosa za papierosem. Słuchałam z zainteresowaniem, co jakiś czas jedynie wtrącając swoje zdanie i próbując zwrócić na siebie uwagę. „Musisz koniecznie posłuchać mojej muzyki” - mówił. „Chodźmy na piwo”. Był środek tygodnia, już grubo po północy. Nie mogłam odmówić jego uśmiechniętym oczom. Coś mnie fascynowało w tym przystojnym, młodym mężczyźnie. Przyciągało. 
„Napisz do mnie, bo inaczej już nigdy się nie spotkamy”. Zwykle nie jestem pozytywnie nastawiona do ludzi spotykanych „na ulicy”, ale jego miałam ochotę poznać bliżej. Wiedziałam, że to spotkanie byłoby pierwszym i ostatnim, wiedziałam, że byłoby to prostu spotkanie dwojga ludzi. Spotkanie i rozmowa z atrakcyjnym facetem bez robienia sobie złudnych nadziei. Nie mogło tu być mowy o żadnych podtekstach, romansach itp. Bo on żyje w innym świecie, kilkaset kilometrów stąd. Tym bardziej perspektywa ta wydawała się kusząca…
„Chyba nie masz zamiaru pisać do tego kolesia…?”
Napisałam. Niestety nie udało nam się spotkać.

Dlaczego nie może tak być zawsze? Dlaczego nie chcę po prostu poznawać nowych ludzi? Dlaczego z góry nadaję im etykiety i zakładam, czy dany człowiek mnie zainteresuje czy nie? Dlaczego nie mogę po prostu z nim rozmawiać? Nie ma już ciekawych ludzi czy ja po prostu nie umiem słuchać? 

Najwyraźniej jestem mało sympatyczną osobą…